Kto by pomyślał, że seniorzy będą tańczyć z czerwonymi chustami, a potem razem położą się na podłodze, złapią za ręce i w ciszy wsłuchają się w siebie? My też nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać. I to było najpiękniejsze.
To co zaczęło się jako spotkanie motywacyjne, przerodziło się w coś znacznie głębszego. Zajęcia o dobrostanie, połączeniu z własnym ciałem i wewnętrznym ja. Ruch z chustami pozwolił uwolnić emocje i energię, którą często nosimy w sobie latami, nie wiedząc gdzie ją podziać. A wspólny krąg na podłodze, trzymanie się za ręce i chwila prawdziwej ciszy, to było doświadczenie, które trudno opisać słowami, ale każda uczestniczka poczuła je w środku.
Bo dobrostan to nie tylko sprawne kolana i niskie ciśnienie. To też umiejętność zatrzymania się, odczucia własnego ciała i pozwolenia sobie na bycie częścią czegoś wspólnego. Tego nie da się wyczytać z żadnej ulotki, tego trzeba doświadczyć.
Nasze seniorki doświadczyły. I to odważniej niż niejeden młody człowiek.

